ROZDZIAŁ PIĄTY

Giannis przeciągnął długimi, opalonymi palcami po włosach Maddie i odchylił jej głowę do tyłu.

– Obiecuję, że nie pożałujesz swojego wyboru – szepnął. – Podaruję ci życie, o jakim nigdy nie marzyłaś.

– Ale ja nie chcę, żebyś mi cokolwiek dawał – mówiąc to, Maddie zastanawiała się, co miał na myśli. Szybko jednak stwierdziła, że nie jest w stanie na niczym się skoncentrować.

Giannis zaczął powoli rozpinać perłowe guziki jej sukni. Oddech utkwił jej w gardle. Piersi pragnęły być dotykane, między udami poczuła puls przyspieszającej krwi. Zesztywniała, zawstydzona intensywnością swojej reakcji.

– Mam nadzieję, że nie sprzeciwisz się darowi przyjemności? – zapytał Giannis, rozkoszując się tym, jak silny miała wpływ na jego libido.

– Przyjemność m-może być – powiedziała niewyraźnie, kiedy zsuwał suknię z jej ramion, odsłaniając kremowe piersi.

– Gładkie jak aksamit – powiedział chrapliwie, biorąc jeden różowy sutek pomiędzy palec wskazujący i kciuk. Z jękiem zakrył obie jej piersi dłońmi, po czym pochylił głowę, żeby je całować. Poczuła, jak ogarnia ją fala rozkoszy, a z jej ust wydobył się nieokreślony dźwięk.

Jednym płynnym ruchem odsunął się od niej, ściągnął koszulę i zsunął spodnie. Poczuła, jak ogarnia ją słabość, i oparła się o poduszki, patrząc na niego. Spodnie opadły na podłogę. Nie mogła przestać na niego patrzeć. Nago czuł się równie pewnie jak w garniturze. I ta pewność siebie była równie zmysłowa jak jego piękne, silne ciało. Ściągnął bokserki i podszedł z powrotem do łóżka. Wstrzymała oddech, zauważając, jak duża jest jego męskość.

Giannis rzucił jej drapieżny uśmiech.

– Czy spełniam twoje oczekiwania?

– A z kim mam cię porównywać? – spytała Maddie, rumieniąc się.

Rysy jego twarzy stwardniały.

– Z nikim. Teraz należysz do mnie.

– W dzisiejszych czasach kobiety już nie należą do mężczyzn.

– Czy czułabyś się dobrze, robiąc to z kimś innym?

– spytał Giannis, przesuwając rękami w dół jej bioder i zsuwając z niej suknię.

– Nie, oczywiście, że nie. Ale…

– Doskonale mnie zrozumiałaś, glikia mou.

– Giannis pochylił się do jej ust.

Wsunął język między wargi, a ona poczuła, jak jej ciało reaguje. Wtulił na chwilę usta w zagłębienie jej szyi, po czym zsunął się niżej, do piersi. Westchnęła z rozkoszy, poczuła, jak jej skóra wilgotnieje. Zacisnęła palce mocno na jego ramieniu.

– Pokaż mi, co lubisz – szepnęła niepewnie.

Giannis z rozkoszą pokazywał, na co ma ochotę.

Poświęciła się tym nowym doświadczeniom z niewinnym entuzjazmem, przez który musiał przerwać jej wcześniej, niż chciał. Jęknął, próbując odzyskać panowanie nad sobą i pocałował ją gwałtownie w usta.

– Mało brakowało, pedhi mou.

Sprawianie mu przyjemności jeszcze wzmogło jej pożądanie. Zadrżała w jego ramionach, czując rosnące niespełnienie. Kiedy wsunął jej palce między uda, zagryzła wargi, żeby powstrzymać krzyk. Przycisnęła twarz do jego ramienia, wdychając znajomy zapach. Zmienił pozycję, rozsunął jej uda i potarł najwrażliwąze miejsce. Z jękiem uniosła biodra. Nie zważając na jej protesty, ustami kontynuował tortury.

– Giannis… proszę…

– Jeśli możesz mówić, to znaczy, że nie jest ci wystarczająco dobrze.

Intymność między nimi doprowadzała ją do szaleństwa. Przechodziły ją fale desperackiego pragnienia, a rozkoszne napięcie w dole brzucha wciąż rosło. Kiedy myślała, że nie będzie w stanie dłużej tego znieść, ogarnęła ją nieopisana rozkosz.

Giannis nie tracił czasu. Wziął ją z bezlitosną precyzją, a ona krzyknęła gorączkowo. Wszedł w nią jeszcze głębiej, zmuszając, żeby przyjęła całą jego długość. Poczuła, jak znów ogarnia ją podniecenie.


Jego potężne ruchy wywoływały dreszcze przyjemności. Myślała, że to niemożliwe, ale po raz kolejny przeżyła ekstazę.

– Zadziwiasz mnie, pedli mou. – Giannis przetoczył się na plecy i uniósł jej bezwładną dłoń do swoich ust. – Było wspaniale.

Bolały ją wszystkie mięśnie, czuła wyczerpanie w każdej komórce ciała. Klimatyzacja chłodziła spoconą skórę i w pewnym momencie Maddie zadrżała.

– Zimno ci? – spytał Giannis.

– To głupie, prawda? – mruknęła. Giannisowi nie podobała się jej powściągliwość.

Nie tego się po niej spodziewał. Był niemal przekonany, że będzie okazywała mu naiwne przywiązanie. Ona jednak nie tylko nie zachowywała się w ten sposób, ale była również niepokojąco cicho. Może czuła się niedoceniona? Wszystkie jego kochanki oczekiwały prezentów, więc pomyślał, że nadszedł czas, żeby jej pokazać garderobę, którą dla niej zamówił.

– Przyniosę ci coś do ubrania. – Giannis zeskoczył z łóżka.

– Mojego bagażu tu nie ma… – Maddie czuła, że ogarnia ją znów niepewność. Teraz, kiedy jednonocna przygoda zamieniła się w romans, zdała sobie sprawę, że nie wie, jak powinna postępować. Chciała zapewnienia, że to, co było między nimi, było dla niego ważne, ale wiedziała, że chce za dużo i zbyt szybko.


Giannis wszedł do garderoby i rozsunął drzwi szaf.

– Chodź, chcę ci coś pokazać.

Maddie podniosła jego koszulę i przycisnęła do piersi, aby zakryć swoją nagość. Zastanawiając się, co zamierza jej pokazać, stanęła w drzwiach.

– Wszystkie te ubrania są twoje. Zmarszczyła delikatne brwi.

– Jak to – moje?

Giannis wzruszył ramionami.

– To mój podarunek dla ciebie. Jutro przyjadą i zabiorą wszystko, co nie pasuje.

Zaskoczona jego słowami, Maddie otworzyła szufladę i przeciągnęła dłonią po jedwabiu i koronkach. Jak śmiał kupować jej bieliznę? Zacisnęła swoje małe, białe zęby. Spojrzała na ubrania wiszące w szafie i dostrzegła metkę znanego projektanta. Na jej policzki wypłynął rumieniec.

– Nie mogę uwierzyć, że zrobiłeś coś takiego – powiedziała sztywno, wsuwając ręce w rękawy koszuli. – Może nie mam wymyślnych ubrań, ale to nie znaczy, że chcę, żebyś mi je kupował!

– Moim jedynym celem było sprawienie ci przyjemności.

– Sam je wybrałeś? – spytała nagle.

Giannis wciągał właśnie dżinsy, ale na jej słowa zamarł, przypominając sobie kłótnię, kiedy wysłał po nią Nemosa jeszcze w Londynie.

– Nie.

– Czy opisałeś, czego chcesz?

– Może wymieniłem jakiś ulubiony kolor.


– Mój czy twój?

– Nie znam twojego – przyznał. Zacisnął usta w geście zniecierpliwienia. Zapiął spodnie. O co jej chodziło? Dlaczego nie mogła być po prostu wdzięczna, jak inne przed nią? Dlaczego tak trudno było ją zadowolić?

– Co mówi chyba wszystko, prawda? – prychnęła Maddie. – Nie znasz mojego ulubionego koloru i wcale cię on nie obchodzi. Chcesz mnie ubrać jak jakąś lalkę, żeby sprawić przyjemność sobie, a nie mnie.

W jego złotawych oczach pojawił się mroczny błysk.

– To nieprawda.

– Ale nie lubisz mnie takiej, jaka jestem! – rzuciła Maddie, a jej usta wygięły się w grymasie bólu. – Nie jesteś chyba na tyle nieczuły, żeby nie przyznać, że wydawanie tysięcy funtów na kogoś takiego jak ja daje bardzo obraźliwe przesłanie!

Słysząc to, Giannis poczuł wściekłość. Zacisnął pięści i wrócił do sypialni.

– Więc wracamy do tego, że jestem nieczuły?

– Nie musisz mi przypominać, że jesteś bogaczem.

– Przestań mówić tak, jakby mój majątek był wadą – odparł Giannis.

– Ale właśnie jest… Nie widzisz tego? Stanowi barierę między nami. Nie jestem dziwką, której trzeba płacić. A tak się przez ciebie czuję!

Theos mou… Jesteś strasznie kapryśna! – powiedział Giannis lodowatym tonem. – Podarunek nie jest obrazą i trzeba umieć go przyjmować z wdziękiem. Jestem hojnym człowiekiem, a twój stosunek do sprawy mnie obraża! Nie masz pojęcia, jak powinnaś się zachować.

To zabolało. Maddie łzy napłynęły do oczu. Nie była przyzwyczajona do takich gwałtownych kłótni. Nikt też jej wcześniej nie powiedział, że brakuje jej dobrych manier. Skuliła się w sobie. Wciąż jednak czuła, że nie powinna przyjmować tej kolekcji szokująco drogich strojów. Nie była wynajętą dziewczyną do towarzystwa. Może jednak, gdyby miała je na sobie, on czułby się w jej towarzystwie lepiej? Więc kto miał rację? A kto się mylił?

W jej głowie kłębiły się sprzeczne myśli, więc wyszła na taras. Ochłonąwszy w wieczornym powietrzu, zwinęła się w kłębek na kanapie. Kilka minut później pojawiła się pokojówka i podała jej kaszmirowy koc.

Giannis obserwował z sypialni, jak Maddie owija się kocem, który jej posłał. Zacisnął zęby. Nikt inny mu się nie sprzeciwiał. A na pewno nigdy nie była to kobieta. Dlaczego była wobec niego tak krytyczna? Strasznie go to irytowało.

Podjąwszy błyskawicznie decyzję, Giannis jednym ruchem rozsunął drzwi tarasowe i wyszedł na zewnątrz. W świetle lamp z witrażowym kloszem jej oczy lśniły niczym klejnoty. Bez wahania Giannis schylił się, podniósł ją razem z kocem i wniósł do środka.

– Co ty wyprawiasz? – pisnęła Maddie.


Położył ją na łóżku, po czym wyciągnął się obok niej.

– A jak myślisz?

– Powiedziałeś, że nie mam dobrych manier… Położył palce na jej policzku i zwrócił jej twarz ku swojej, wpatrując się w nią intensywnie.

– Myślałem, że będziesz zachwycona nową garderobą.

Opuściła rzęsy.

– Przepraszam… Nie spojrzałam na to z twojej strony.

– Ani ja z twojej. Jesteś inna niż pozostałe kobiety. Ale dlatego właśnie tak bardzo cię pragnę. – Pochylił się i musnął wargami jej usta.

Po chwili pogłębił pocałunek i jego smak obudził w niej ponownie pragnienie. Przykrył jej ciało swoim, pokazując, jak bardzo jej pożąda. Przeszedł ją dreszcz i nagle zapragnęła go znowu, z intensywnością, która ją zszokowała…


Następnego dnia Maddie poruszyła się leniwie i wyciągnęła rękę na drugą stronę łóżka, szukając Giannisa. Nie znalazła go, więc otworzyła oczy. Drzwi do łazienki były uchylone, słyszała przez nie szum prysznica. Spojrzała na zegarek, uśmiechając się lekko. Była czwarta po południu.

Wcześniej tego dnia Giannis zabrał ją do Marakeszu na śniadanie we wspaniałym starym hotelu, a potem na suk. Jej twarz stężała, kiedy przypomniała sobie, jak zapachy przypraw na targu sprawiły, że zrobiło jej się niedobrze. Giannis jednak zapewniał ją, że nic nie mogło się stać, tak więc postanowiła się nie martwić. Wrócili na lunch, który zjedli na tarasie, pod drzewami w kwiatach. Zanim jednak podano ostatnie danie, oni wymknęli się do pokoju, żeby znów się kochać.

Na szafce obok łóżka zabrzęczała jego komórka. Po chwili wahania sięgnęła po telefon i odebrała. Usłyszała potok słów w obcym języku.

– Przepraszam… W czym mogę pomóc? – spytała przepraszająco po angielsku.

– Kim jesteś? Nową sekretarką? – zapytał wyniośle kobiecy głos. – Przełącz mnie do mojego narzeczonego.

Maddie zmarszczyła brwi.

– Pani narzeczonego? Kto dzwoni?

– Krista. Któżby inny? – odparła kobieta, wzdychając z irytacją. – Pospiesz się. Nie mam całego dnia!

Maddie odłożyła telefon nagle osłabłą ręką. Nie mogła złapać oddechu. Czuła się, jakby ktoś ją uderzył w brzuch. To musiało być nieporozumienie. Czy Giannis mógł tak bardzo ją oszukać? Czy ona mogła być tak głupia? Ze ściśniętym sercem pomyślała, że nigdy go tak naprawdę nie spytała, czy jest ktoś w jego życiu. Ale przecież wiedział, co myślała na temat wierności, przypomniała sobie gorączkowo, wracając myślami do ich rozmowy z poprzedniego dnia.

Ześliznęła się z łóżka i wzięła turkusową suknię, której używała jako szlafroka. Naciągając ją niezgrabnie, usłyszała gniewny potok słów wydobywający się z leżącego telefonu.

Giannis pojawił się w sypialni z ręcznikiem owiniętym wokół szczupłych bioder. Palcem wskazała słuchawkę.

– Krista chce z tobą rozmawiać.

Zamarł na ułamek sekundy, ale jego przystojna twarz niczego nie zdradziła. Maddie zrozumiała jednak w tej chwili, że nie było żadnego nieporozumienia, żadnego kłamstwa ani żartu. Mężczyzna, w którym szaleńczo się zakochała, był zaręczony z inną. Na jej skórę wystąpił zimy pot. Giannis rozmawiał przez telefon po grecku, ale jego głos zdawał się dobiegać do niej z końca długiego, ciemnego tunelu.

Giannis spojrzał na Maddie. Była blada niczym śmierć i na tle alabastrowej skóry jej włosy płonęły jak ogień. Nie mógł skupić się na rozmowie, która, jak zwykle, dotyczyła ekstrawaganckich i absolutnie nieodpowiednich motywów, jakie Krista chciała wybrać na ich ślub. Szybko skończył rozmowę i odwrócił się do Maddie.

– Nie tak powinnaś się dowiedzieć o Kriście – powiedział. – Jednak zanim przyjechałaś do Maroka, byłem przekonany, że wiesz o jej istnieniu. Moje zaręczyny są powszechnie znanym faktem.

– Powinieneś był mi powiedzieć. – Głos niemal ją zawiódł. Z każdym słowem koszmar stawał się coraz bardziej rzeczywisty i coraz trudniejszy do zniesienia.


– Chciałem ci powiedzieć, kiedy wrócisz do Londynu.

Maddie rozchyliła bezkrwiste wargi.

– Po tym, jak już się mną nacieszysz? – powiedziała, czując, jak ogarniają upokorzenie. – Od jak dawna jesteś zaręczony?

– Dwa miesiące. Nie widzę jednak, jaki to ma związek z nami.

Maddie była zbyt zdruzgotana tym, czego się dowiedziała, żeby zareagować na to stwierdzenie. Ta rozmowa i tak już ją wyprowadziła z równowagi. Nie reagował tak, jak zakładała. Nie przepraszał, nie usprawiedliwiał się. Nawet nie uznawał swojej winy.

– Chciałbym, żebyś uznała, że to, co jest między mną i Kristą, jest czymś zupełnie innym niż to, co jest między nami.

Maddie wydała z siebie krótki, pozbawiony radości śmiech.

– Nie musisz mi tego mówić. Może nie jestem specjalnie wyrafinowana, ale nawet ja widzę różnicę pomiędzy pierścionkiem zaręczynowym i weekendowym romansem!

Zesztywniał.

– Nie tak było.

– Skąd mam wiedzieć, jak było, skoro od pierwszego dnia trzymasz mnie w nieświadomości? Dlaczego wpakowałeś mnie w tę okropną sytuację? I dlaczego się zaręczyłeś, skoro nie masz zamiaru być wierny?

– Może wierność nie jest dla niektórych osób tak ważna, jak dla ciebie – powiedział Giannis. – Mogę tylko powiedzieć, że jeśli chodzi o moje narzeczeństwo, to mam czyste sumienie.

– Więc twoja narzeczona była na tyle zdesperowana, że zaakceptowała cię na takich warunkach? Bo najwyraźniej podjęła taką decyzję. – Maddie widziała, jak jego twarz przybiera kamienny wyraz, i nie mogła wyjść z podziwu nad jego pewnością siebie. – Ja nie miałam możliwości wyboru. Skłamałeś mi…

– Nie skłamałem – przerwał jej Giannis.

– Nie powiedziałeś całej prawdy. – Na policzki Maddie wystąpiły czerwone plamy. – Wczoraj słyszałeś, jak mówiłam, że gdybyś był z kimś, nie byłabym z tobą. Ale ty wybrałeś milczenie.

– Spaliśmy już ze sobą i nie chciałem cię niepokoić z dala od domu.

W tym momencie Maddie straciła panowanie nad sobą.

– Innymi słowy, przedłożyłeś swoją wygodę ponad wszystko i zdecydowałeś, że w porządku jest pozostawić mnie w nieświadomości. Nie obchodziło cię, że ja łamię moje zasady, wdając się w romans z mężczyzną, który planuje ślub z inną kobietą. Albo że świadomość tego, że nie jestem jedyna, sprawia, że jest mi niedobrze!

Jego przystojna twarz pociemniała.

– Oczywiście, że ma to dla mnie znaczenie. Ale nie można przeżyć całego życia, stosując się do sztywnych zasad…

– Zwłaszcza wtedy, kiedy stoją w sprzeczności z tym, czego chce Giannis Petrakos? – przerwała mu. – Mam dobre powody, dla których stosuję swoje zasady.

Giannis przyglądał się jej błyszczącymi oczami.

– Pragnę cię bardziej, niż pragnąłem jakiejkolwiek kobiety od dawna. Nie mogłem tak po prostu odejść.

– Nie przesadzajmy z tą moją rzekomą atrakcyjnością – powiedziała ostro Maddie, czując, jakby przeszył ją nóż. – Oczywiście chodzi tylko o seks, ponieważ moja osobowość nie przeszkodzi ci ożenić się z kimś innym. I ty mówiłeś, że to ja nie umiem się zachować? Nie sądzisz, że miałam prawo wiedzieć, że jestem dla ciebie tylko przelotną miłostką? Małym skokiem w bok? Gdybyś miał dla mnie jakikolwiek szacunek, nigdy byś mnie tak nie potraktował!

– Mylisz się. Między nami było prawdziwe przyciąganie. I nie sądzę, żeby wyrzeczenia robiły z kogokolwiek lepszą osobę. – Mówiąc to, Giannis wszedł do garderoby i wyjął świeże ubrania. – Porozmawiamy o tym, kiedy się uspokoisz. Uważam, że kłótnie to strata czasu i energii.

– Chcę jak najszybciej wrócić do domu. – Uniosła podbródek w górę.

– Dlaczego miałabyś wyjeżdżać? To nieprawda, że nasz romans jest przelotny. Chcę mieć cię w swoim życiu…

– Cóż, chyba mogę bezpiecznie powiedzieć, że jest to jedna z tych rzadkich okazji, kiedy nie dostaniesz tego, czego chcesz. – Maddie rzuciła mu wściekłe spojrzenie zielonych oczu.

– Nie pozwolę ci odejść.

– Nie masz wyboru. – Maddie chwyciła swoją torbę i zaczęła pakować te kilka rzeczy, które przywiozła z Londynu. Nienawidziła go, ale jednocześnie była przerażona tym, że wyobrażanie sobie jego w ramionach innej kobiety będzie ją prześladowało jeszcze długo. Musiała się czymś zająć. Tylko to mogło utrzymać ją przy zdrowych zmysłach.

Giannis obserwował, jak Maddie składa swoje rzeczy. Na ogół unikał takich konfrontacji. Nie wierzył w miłość, obietnice ani szczęśliwe zakończenia. Ona jednak wierzyła w to wszystko, a on ją zranił. Da jej czas na to, żeby się uspokoiła. Nie wierzył, że tak po prostu od niego odejdzie.


Godzinę później Hamid poinformował go, że Maddie czeka w salonie ze swoim bagażem. Giannis zdał sobie sprawę, że przez cały ten czas nic nie zrobił.

Stała przy oknie, ubrana w prostą białą koszulę, dżinsową spódnicę, z włosami zebranymi w węzeł na karku.

– Rozumiem, że czujesz się urażona, ale jest jeszcze coś takiego jak sztuka kompromisu – powiedział Giannis łagodnie.

– Giannis… – szepnęła Maddie. – Kompromis to tylko słowo, które ma ci pozwolić mnie wykorzystać. A ja nie jestem w stanie tego znieść. Doszłam jednak do wniosku, że wina leży również po mojej stronie.


Zmarszczył brwi.

– Co masz na myśli?

Maddie chciała opowiedzieć mu o Suzie. Była przekonana, że widzi go ostatni raz.

– Żebyś zrozumiał, musimy cofnąć się dziewięć lat w przeszłość, kiedy zobaczyłam cię po raz pierwszy. Miałam czternaście lat.

Giannis był zaintrygowany.

– Pierwszy raz? Jak? Gdzie?

– Odwiedziłeś moją siostrę bliźniaczkę w hospicjum dla dzieci.

Zmarszczył brwi.

– W hospicjum? Zacisnęła wargi.

– Miała na imię Suzy… I nie, nie zauważyłeś mnie przy żadnej ze swoich wizyt. Byłam tylko częścią podziwiającego cię tłumu. Moja siostra miała białaczkę i nie zostało jej dużo czasu. Dwa tygodnie później wróciłeś, przyprowadzając z sobą jej ulubionego piosenkarza. Była szczęśliwa. Tego dnia stałeś się moim bohaterem.

Giannis był zaskoczony jej słowami. On również stracił siostrę, kiedy był nastolatkiem, ale nigdy z nikim o tym nie rozmawiał. Tego dnia stałeś się moim bohaterem. Każde z tych słów było niczym nóż prosto w serce.

– Twoja siostra… Suzy… umarła? Maddie skinęła głową, opuszczając oczy.

– Przykro mi. Przez te lata odwiedziłem tysiące dzieci. Obawiam się, że jej nie pamiętam – przyznał.


– Upłynęło wiele czasu. Nie oczekiwałam tego od ciebie. Chciałam tylko, żebyś wiedział, że pomimo tego, co stało się między nami, zawsze będę ci wdzięczna za to, że uszczęśliwiłeś moją siostrę.

– Nie chcę, żebyś była mi wdzięczna, pedhi mou – powiedział Giannis chrapliwym szeptem. – Nigdy nie oczekiwałem za to wdzięczności.

– Mam jednak nadzieję, że to wyjaśnia, dlaczego tak głupio się zachowałam, kiedy w końcu miałam okazję z tobą porozmawiać. Miałam niewłaściwy obraz twojej osoby- niemądry, niedojrzały obraz. Jestem pewna, że miałeś o mnie mylne mniemanie.

Jego oczy pociemniały.

Theos mou… Nie chcę tego słuchać.

– Muszę już iść. – Maddie nie pozwoliła sobie spojrzeć na niego ponownie. Nie chciała przeciągać ich ostatniego spotkania. Giannis sprawiał, że czuła się słaba, ale postanowiła odejść z godnością.

– Nie miałem o tobie mylnego mniemania – powiedział Giannis. – Zobaczyłem cię i to wystarczyło. Im bardziej mi się opierałaś, tym bardziej cię pożądałem. Przepraszam, że cię zraniłem. Ale zastanów się dobrze, zanim odejdziesz od tego, co jest między nami. Szczęście jest trudno znaleźć.

– To fałszywe złoto – odparła z ledwo ukrywaną goryczą. – W świetle dnia okazuje się, że to tylko tombak.

Giannis patrzył pustym wzrokiem na odlatujący helikopter. Wypił jednym haustem kieliszek brandy i zacisnął szczękę. Jej odejście wywołało w nim niepokojące reakcje. Nie podobała mu się świadomość, że nie kontroluje się w pełni. Może to i dobrze, że przez jakiś czas nie będą się widzieć. W końcu nigdy nie był bohaterem. I tylko Madeleine Conway mogła pragnąć mężczyzny, który nim jest!

Miała książkowe ideały. Rzadko używane sumienie zaczęło go jednak gryźć. Pozwolił jej wierzyć, że jest samotnym facetem. Zachował się wobec niej jak łajdak. Wykorzystał dziewicę o rozmarzonych oczach, patrzącą na niego wzrokiem zakochanej nastolatki.

Maddie miała wartości, które podziwiał, ale musiała się też wiele nauczyć. Obecność Kristy w jego życiu była elementem niepodlegąjącym negocjacjom. Wybrał ją na swoją żonę i nie był człowiekiem, który zmienia zdanie. Jedynym wolnym miejscem w jego życiu było miejsce kochanki. Maddie będzie musiała to zrozumieć i zaakceptować. Da jej szansę przyzwyczajenia się do myśli o kompromisie. Postanowił nie myśleć o tym, co zrobi, jeśli dalej będzie taka uparta.


Po długim opóźnieniu na lotnisku Maddie wróciła do Londynu, w szary, wilgotny poranek. Czuła utratę ciepła i słońca równie dotkliwie, jak utratę Giannisa. Kazał odwieźć ją do Londynu swoim prywatnym samolotem i ze względu na załogę czuła, że nie wolno jej płakać. Nemos zaniósł jej torbę pod same drzwi mieszkania i nawet włożył klucz do zamka. Kiedy zamknęła je za sobą, pomyślała, jak ponury i obskurny jest jej wynajmowany pokój.


Szybko przypomniała sobie, że to jest jej prawdziwy świat. Gdyby oparła się pokusie, jak nakazywał jej instynkt, teraz nie czułaby się, jakby ktoś ją rozerwał na pół. Wyrzuciwszy swoje zasady do kosza, musiała teraz ponieść tego konsekwencje.

Następnego dnia obudził ją posłaniec, który przyniósł wspaniały bukiet. Nie chciała nawet czytać bileciku, więc, mimo że żałowała tak pięknych kwiatów, wyrzuciła całość do kosza.

Zdecydowała, że nie będzie dalej łudziła się, że kocha Giannisa. Jak mogła kochać kogoś, kogo prawie nie znała? Musiała o nim zapomnieć, i to szybko. Jednak tęsknota za nim gryzła ją i nie chciała odejść. Nie mogła też sobie wybaczyć błędów, które popełniła.

Chciała jak najszybciej wrócić do pracy i zacząć zarabiać pieniądze, więc poinformowała agencję zatrudnienia, że wróciła. Całe szczęście tego wieczoru pracowała w supermarkecie. Po pracy wyszła na ulicę i zmęczonym krokiem ruszyła w stronę domu.

Tej nocy kiepsko spała i obudziła się o świcie. Zapach smażonego jedzenia, dobiegający z któregoś z mieszkań sprawił, że zrobiło jej się niedobrze. Był to dzień, w którym powinna dostać miesiączki. Miała nadzieję, że tego dnia wszystko się wyjaśni i będzie mogła przestać się niepokoić. Czy to możliwe, żeby zawroty głowy i nudności spowodowane były przez stres i wyrzuty sumienia? Ucieszyła się, kiedy zadzwoniła do niej agencja, proponując jej tygodniową pracę w dużej firmie ubezpieczeniowej. A potem córka pani Evans zapytała, czy Maddie mogłaby chwilę posiedzieć z jej matką. Zadowolona, że coś odciągnie ją od zmartwień, Maddie zeszła na dół, aby zająć się starszą panią.

Pani Evans miała telewizję kablową i poprosiła Maddie, żeby wybrała coś z programu, który jej wręczyła. W pewnym momencie Maddie zamarła, przerzucając kartki, kiedy zauważyła zdjęcie Giannisa przy informacji o krótkim dokumencie na temat jego życia miłosnego. Program już się zaczął, ale włączyła na czas, żeby zobaczyć nieprawdopodobnie piękną blondynkę wchodzącą na pokład wielkiego, białego jachtu. Siedziała przykuta do telewizora, mimo że każda scena wywoływała w niej coraz większy ból.

W trakcie przerwy reklamowej zrobiła szybko pani Evans herbatę, tak żeby niczego nie stracić. Jednocześnie była zawstydzona tym, że tak bardzo chciała wiedzieć, kim jest Krista.

Przy pięknej, platynowej blondynce z j ej wyglądem supermodelki i światową elegancją Maddie była tylko zwykłą dziewczyną, mającą problemy z nadwagą. Nie mogła się nadziwić, że taka kobieta jak Krista nie wystarczała Giannisowi. A może po prostu nie potrafił dochować wierności? Może nałogowo potrzebował ciągle nowych kobiet?

Patrząc na niezliczone ujęcia Giannisa w towarzystwie pięknych kobiet, słysząc informacje, że on i Krista znali się od dzieciństwa, czuła tylko rosnący ból w sercu. Oboje pochodzili z Grecji, byli piękni, bogaci, wyrafinowani i modni. Maddie wiedziała, że nie może się z nimi równać, i zastanawiała się, jak to się stało, że spodobała się Giannisowi.

Musiała przyznać, że Giannisowi naprawdę zależało na Kriście. Jaki mógł być inny powód tego, że tak bogaty człowiek, mający tak duże możliwości wyboru, zdecydował się ożenić właśnie z nią?


Jak tylko Maddie skończyła pracę następnego dnia, pobiegła prosto do apteki i kupiła test ciążowy. Z nerwami napiętymi jak postronki usiadła w swoim mieszkaniu i kilka razy przeczytała instrukcję, aż w końcu znała ją na pamięć. Kiedy nie mogła już dłużej odkładać chwili prawdy, zrobiła test. Wynik pojawił się bardzo szybko.

Będzie miała dziecko.

Natychmiast poczuła zawroty głowy. Była w szoku. Pomimo niezłomnego przekonania Giannisa, że nie będzie żadnych konsekwencji wypadku z prezerwatywą, była w ciąży. Z jej gardła wydobył się stłumiony szloch. Nagle poczuła się bardzo młoda i bardzo przerażona. Wszystko zepsuła. Poczęła dziecko w trakcie przygodnego seksu. Giannis Petrakos na pewno nie będzie chciał, żeby je urodziła. Krista Spirydou też nie będzie tego chciała. Jak poczułaby się jego przyszła żona, słysząc taką nowinę?

Maddie długo płakała. Wiedziała, jak ona by się czuła. Krista, będąca bez żadnej winy, byłaby zraniona i upokorzona. Co więcej, mogłaby zostać publicznie upokorzona. Film, który obejrzała, uświadomił jej, jak bardzo bogaty był Giannis. Gdyby któryś z reporterów dowiedział się, że milioner jest ojcem dziecka dziewczyny z agencji pracy tymczasowej, taka informacja bez wątpienia znalazłaby się na pierwszych stronach gazet. A jaką rolę przypisano by w tym trójkącie Maddie? Kobiety, która zaszła w ciążę, chcąc pieniędzy Giannisa.

Taki skandal nikomu by nie wyszedł na dobre. A zwłaszcza jej biednemu dziecku, które kiedyś na pewno to wszystko odkryje. Ze słów Giannisa wywnioskowała, że dla niego byłaby to katastrofa. Na pewno będzie chciał, żeby usunęła ciążę, a ona nie brała nawet takiej opcji pod uwagę.

Maddie czuła ból i gorycz. Czy naprawdę miała obowiązek informować o przypadkowej ciąży mężczyznę, którego nie chciała więcej widzieć? Mężczyznę, który planował ślub ze śliczną Kristą Spirydou. Czy naprawdę musiała się zniżyć aż do tego poziomu?

Zmęczona tak, że prawie zasypiała na stojąco, Maddie poszła następnego dnia do pracy. Idąc z przystanku, spociła się i drżała w wilgotnej koszuli, przekładając dokumenty w podziemiach budynku. Co chwila przypominała sobie, że jest w ciąży, i od nowa zaczynała się trząść.

Jak będzie teraz żyć? Tego, co zarabiała, ledwo starczało na utrzymanie jej samej. A będzie potrzebowała dużo ubrań i dużo rzeczy dla dziecka. Jak uda jej się utrzymać pracę? Jeśli przejdzie na zasiłek, przed jej dzieckiem nie będzie przyszłości – będą zawsze żyli na granicy biedy.


Około południa wezwano ją do biura na parterze. Menedżer poprosił ją, żeby zaczekała. Wydawał się zdenerwowany i niespokojny. Martwiła się, że zrobiła coś złego, ale zadowolona była, że przynajmniej może usiąść w cieple.

Kiedy otworzyły się drzwi, wstała niepewnie. Pojawił się w nich Giannis, a jej oddech uwiązł w gardle.

– Co ty tutaj robisz? – Maddie potrząsnęła głową z niedowierzaniem.

Загрузка...