ROZDZIAŁ SIÓDMY

– Czy o tym kłamstwie mówiłaś? Maddie skinęła niechętnie głową.

Giannis zacisnął pięści. W jego oczach płonął ogień.

– Tego ci nie wybaczę.

– Zdaję sobie sprawę, że jest to dla ciebie szok… Giannis poczuł ogromny gniew. Nie dość na tym, że znikła, to ukryła przed nim istnienie jego potomka. Wszystkie te miesiące, które mogli spędzić razem…

– To o wiele więcej niż tylko szok… Uniosła ku niemu twarz.

– Katastrofa? Tak to kiedyś określiłeś.

– To niesprawiedliwe. Wracasz do pierwszego dnia znajomości, żeby przytoczyć jakąś nic nieznaczącą uwagę?

– Nic nieznaczącą? Dlaczego po prostu nie przyznasz, że moje zajście w ciążę jest spełnieniem koszmaru?

Jego przystojna twarz pociemniała.

– Nie mów mi, co myślę i co czuję – powiedział gniewnie. – To, co zrobiłaś, jest nie do przyjęcia. Myślałem, że nie zajdziesz w ciążę, ale zaszłaś. I w tym momencie wszystko się zmieniło, dla każdego nas.

– Jak?

Giannis cofnął się o krok, żeby lepiej się jej przyjrzeć. Kobiety w ciąży nigdy go wcześniej nie interesowały, ale fascynował go jej zaokrąglony brzuch. Gdzieś w głębi duszy czuł satysfakcję. Nosiła jego nasienie.

– To dziecko jest moje – powiedział. – Miałem prawo brać udział w podejmowaniu każdej decyzji.

Maddie skrzywiła się, pragnąc, żeby przestał wpatrywać się w jej brzuch.

– Ja to widzę inaczej.

– Więc powinnaś nauczyć się patrzeć na to moimi oczami. Zobacz, jakiego bałaganu już narobiłaś! – rzucił oskarżycielskim tonem. – Jak śmiałaś odejść, nie powiedziawszy mi, że oczekujesz mojego dziecka?

– Nie narobiłam bałaganu! – Maddie zacisnęła dłonie w pięści. Jej zielone oczy lśniły szmaragdowym blaskiem. – Myślałam, że robię tobie i twojej narzeczonej przysługę.

– Nonsens! Uciekłaś dlatego, że byłem zaręczony. To miała być kara i zemsta.

Giannis oderwał od niej spojrzenie płonących oczu i podszedł do okna. Był głęboko zmartwiony tym, że nie poprosiła go o pomoc. Żadna kobieta nigdy nie okazała wobec niego takiego braku zaufania.

– Więc co się stało z tymi twoimi szlachetnymi zasadami? – zapytał. – Byłaś z nich taka dumna. Gdzie były, kiedy odchodziłaś ode mnie, nie informując, że zostaniesz matką mojego dziecka?

Maddie poruszyła się niespokojnie.


– Naprawdę myślałam, że robię najlepszą rzecz…

– A ja słuchałem, kiedy mówiłaś o swoich zasadach, i ufałem ci. – Giannis rzucił jej zimne spojrzenie.

– A jednak mnie okłamałaś…

– Dla mnie to był trudny okres. Czułam się winna – mruknęła Maddie nieszczęśliwym tonem. – Ale jeszcze teraz przeze mnie zerwałeś zaręczyny…

Giannis zesztywniał. Ta myśl zaniepokoiła go.

– Nie odegrałaś żadnej roli w tym zerwaniu. Mam nadzieję, że to uspokoi twoje sumienie.

– Tak.

Ale Maddie nie myślała w tej chwili o swoim sumieniu. Jego odpowiedź była niczym sztylet wbity prosto w jej serce. Nie śmiała na niego spojrzeć. Po chwili ból zmienił się w okropne poczucie upokorzenia. Kiedy tylko dowiedziała się o zerwaniu zaręczyn Giannisa i Kristy, znalazła wymówkę, żeby się z nim skontaktować i do niego wrócić. Jaka była zadufana w sobie, myśląc, że ich romans mógł skłonić go do zmiany zdania co do małżeństwa z Kristą.

– Nie kłam już więcej. Spodziewam się więcej po tobie, pedhi mou – powiedział Giannis, wpatrując się w jej drobną postać. Jego gniew powoli ustępował. Nawet będąc w ciąży, wyglądała wspaniale. Zaczął już przyzwyczajać się do jej zmienionych kształtów, zaczynały mu się one nawet podobać. W końcu to on był za nie odpowiedzialny.

Maddie czuła się strasznie. Poczuła mdłości. Nie była dla niego nikim szczególnym. Na jej czoło wystąpił pot. Przerażona, że zwymiotuje w jego obecności, starała się przestać o tym myśleć. Wzięła głęboki oddech, żeby uspokoić zawroty głowy, i po omacku zaczęła szukać za sobą krzesła.

– Giannis, ja… – Kiedy atak mdłości się nasilił, odwróciła się gwałtownie w stronę drzwi, chcąc wyjść z pokoju. Nagle jednak przed oczami zrobiło jej się ciemno i zemdlała.

Przez moment Giannis wpatrywał się w nią z przerażeniem. Za chwilę jednak zareagował, naciskając guzik alarmowy na zegarku, żeby wezwać ochronę.


Maddie wróciła do przytomności i wydała z siebie jęk, kiedy oślepił ją flesz aparatu.

– Co… Co się dzieje?

Wchodząc po schodach w stronę otwartych drzwi, Giannis wzmocnił uchwyt, w którym ją niósł.

– Paparazzi – mruknął. – Czekali przed hotelem i jechali za nami aż dotąd. Krwiopijcy!

– Gdzie jesteśmy?

– W prywatnej klinice. Chcę, żeby cię zbadano.

– Byłam u lekarza dziś rano – zaprotestowała Maddie.

– Nie pomógł ci najwyraźniej.

– Po prostu nie jadłam nic od śniadania. Wiem, to nie było mądre. Postaw mnie na ziemi – jęknęła. – Jestem w stanie sama iść.

Giannis ostrożnie postawił ją na podłodze. Jednak znów zakręciło jej się w głowie i musiała chwycić jego rękaw, żeby złapać równowagę.

– Nic więcej nie mów – powiedział, chwytając ją znów na ręce. – Pozwól mi robić to, co umiem najlepiej.

Maddie świadoma była obecności innych ludzi wokół nich: Nemosa i jego ekipy, lekarzy. Wszyscy się w nich wpatrywali.

– Na przykład rozkazywać innym? – powiedziała. Napięcie widoczne w jego twarzy zelżało i roześmiał się. Pochylił dumną głowę i szepnął jej do ucha:

– Wiele rzeczy robię lepiej niż inni, glikia mou. Maddie poczuła szalone pragnienie objęcia go i przytulenia się mocno, zapamiętania tej chwili, żeby mogła ją wspominać, kiedy już go przy niej nie będzie. Giannis położył Maddie na kozetce w przytulnym gabinecie. Ona zaś wyprosiła go za drzwi i odpowiedziała na mnóstwo pytań lekarza.

– Słyszę bicie dwóch serc – powiedział cicho lekarz. – Jestem prawie pewien, że nosi pani bliźniaki.

Maddie wstrzymała oddech, ale uśmiechnęła się, przypomniawszy sobie swoją utraconą siostrę.

Giannis czekał na korytarzu, kiedy wywieziono ją z gabinetu na wózku.

– Chcą jeszcze mi zrobić USG – powiedziała przepraszającym tonem. – Nic mi nie jest.

– Tego dowiemy się od lekarzy. Chciałbym być obecny przy tym badaniu.

Kiedy Maddie spojrzała na monitor, zapomniała o wszystkim, zahipnotyzowana wyraźnym, trójwymiarowym obrazem.

– Dziecko… – wyszeptał Giannis z zachwytem. Nie spodziewał się, że zobaczy malutką twarz.


– Och… Jest taki piękny – powiedziała Maddie. Giannis wziął ją za rękę.

– Będziemy mieli chłopca?

– Chce pani wiedzieć?

– Tak… Myślę, że tak – szepnęła Maddie.

– Jedno dziecko jest chłopcem…

– Może pan rozpoznać to na tym etapie? – Giannis wpatrywał się w monitor z zachwytem. – Więc będziemy mieli syna. Ale co miał pan na myśli, mówiąc,jedno dziecko"?

– Będę miała bliźniaki – powiedziała Maddie z radością.

– Trudno powiedzieć przy takim ułożeniu dzieci, ale jestem prawie pewien, że drugie dziecko jest dziewczynką.

Theos mou… bliźniaki. – Giannis był wstrząśnięty. Zacisnął rękę mocniej na jej dłoni.

– Są zdrowe? – zapytała Maddie z zaniepokojeniem.

Lekarz zapewnił ją, że wszystko w porządku. Nakazał jej przestać się martwić, więcej jeść i dużo spać.

Giannis z wielką ostrożnością posadził ją na wózku. Był oszołomiony. Dwoje dzieci – syn i córka – jego krew. Był zaskoczony poczuciem zadowolenia i oczekiwania, które go przepełniało. Do tej pory był przekonany, że nie zależy mu na posiadaniu dzieci. Jednak w chwili, w której zobaczył ich małe twarzyczki na ekranie, coś w nim się zmieniło.

– Zabiorę cię teraz do domu. Zjesz, jak kazał lekarz, a potem odpoczniesz.


Pod tylne drzwi podjechała limuzyna. Kiedy wyjechali zza rogu, tłum paparazzich przed głównym wejściem zagotował się, zbyt późno orientując się, że przegapił ich wyjście z kliniki.

– Mój apartament jest niedaleko.

Na jej twarz padł cień. Złożyła ręce na brzuchu, unikając jego wzroku.

– Nie, proszę. To nie jest dobry pomysł. Wolałabym pojechać do hotelu…

– Nie bądź niemądra – powiedział Giannis autorytarnie.

– Hotele są drogie, ale nie mam wyboru, jeśli nic innego nie uda się znaleźć… Potrzebuję teraz twojej finansowej pomocy. Będę wdzięczna, jeśli pomożesz mi znaleźć mieszkanie na stałe i umożliwisz radzenie sobie samodzielnie.

– Ale ja nie zostawię cię teraz samej. Nie mam zamiaru spuszczać cię z oczu, pedhi mou.

Maddie spojrzała na niego kątem oka i napotkała jego wzrok. Serce w jej piersi podskoczyło. Jeden rzut oka na jego przystojną twarz przepełnił ją emocjami, pragnieniem i pożądaniem. Odwróciła wzrok i wpatrzyła się w przestrzeń. Nigdy przy nim nie zachowywała się rozsądnie. Była głupia, niedojrzała i słaba. Teraz jednak nadszedł czas; żeby skończyć z takim zachowaniem. Jej dzieci potrzebowały matki, która będzie postępować dorośle.

– Giannis… Czy mógłbyś mnie przez chwilę posłuchać? – zapytała napiętym głosem. – Muszę być niezależna. Nie będę dobrze się czuła w twoim mieszkaniu. Spałeś ze mną, a ja przypadkowo zaszłam w ciążę. To jedyny powód, dla którego tutaj z tobą jestem. Nie musisz udawać, że jest inaczej.

Giannisowi nie spodobało się to, co usłyszał. Oddalała się od niego teraz, kiedy chciał zatrzymać ją przy sobie.

– Ale jest inaczej…

– Nie, nie jest. – Maddie poczuła ucisk w gardle. Długo nie zapomni jego deklaracji, że nie miała nic wspólnego z jego zerwanymi zaręczynami. Jednak, mimo że jego szczerość bolała, była mu za nią wdzięczna. Jej nadzieje i marzenia runęły w gruzy. Kochała go. Była w nim beznadziejnie zakochana. Ale on czuł inaczej. Musiała nauczyć się z tym żyć, a im mniej czasu będzie spędzała w jego towarzystwie, tym lepiej.

– Maddie… – Giannis był zdecydowany przekonać ją do swojego punktu widzenia. Jeśli nie zostanie w jego mieszkaniu, będzie źródłem stałych zmartwień. Jak inaczej będzie wiedział, gdzie jest, z kim i czy dba o siebie?

– Mam nadzieję, że będziesz się interesował naszymi dziećmi, kiedy się urodzą, i że oboje będziemy zachowywać się jak cywilizowani ludzie – szepnęła. Oczy piekły ją od powstrzymywanych łez. Pochyliła głowę.

Giannis miał właśnie powiedzieć, że jej groźba, że odejdzie z ich nienarodzonymi dziećmi, była aktem niesprawiedliwej agresji, której nie miał zamiaru zaakceptować. Ale wtedy zdarzyło się coś, przez co zmienił zdanie. Na jej zaciśnięte dłonie spadła jedna łza. Zamarł w szoku. Potarła oczy i wymamrotała przeprosiny.

– Proszę, nie rób tego – powiedziała, kiedy próbował objąć ją ramieniem.

Giannis czuł się sfrustrowany swoją bezsilnością. Drżała, ale nie chciała przyjąć jego pocieszenia. Podał jej śnieżnobiałą chusteczkę. Łzy, które wcześniej uważał tylko za przemyślaną kobiecą broń, miały na niego zadziwiająco silny wpływ, kiedy płakała Maddie. Czuł się paskudnie. Była zmęczona, nieszczęśliwa i nosiła jego dzieci. Postanowił ustąpić jej i zawieźć ją do hotelu.


Następnego dnia Maddie obudziła się po nocy twardego snu. Zjadła dobry posiłek, wzięła ciepłą kąpiel i zasnęła, jak tylko przyłożyła głowę do poduszki.

Kiedy się obudziła, jej bagaż z pensjonatu w Reading już na nią czekał. Ubrana w elastyczne spodnie i zwykły podkoszulek właśnie jadła śniadanie, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Zakładając, że to obsługa hotelu przyszła zabrać naczynia, Maddie otworzyła drzwi bez pytania.

– Widzę, że wiesz, kim jestem. Mogę wejść? – zapytała Krista Spirydou.

Maddie najpierw zbladła, a potem poczerwieniała. To Krista zamknęła drzwi i z gracją usiadła na krześle. Maddie nie mogła od niej oderwać wzroku. Miała wspaniałe blond włosy, opadające na wąskie ramiona niczym jedwabna kurtyna, błyszczące turkusowe oczy i była idealna.


– Widzę, że jesteś zmieszana – zauważyła Krista. – Nie ma takiej potrzeby. Mam rozwiązanie wszystkich naszych problemów.

Przerażona pojawieniem się kobiety, którą skrzywdziła, Maddie stała na środku pokoju.

– Nie wiem, co powiedzieć. Na pewno mnie nienawidzisz.

– Dlaczego? Gdybyś to nie ty była w jego łóżku, byłaby to jakaś inna. Giannis żyje według własnych zasad i nigdy nawet nie marzyłam, żeby je zmienić. Czuję się uprzywilejowana, będąc częścią jego życia. Jest bardzo szczególnym człowiekiem – mruknęła Krista z chłodnym uśmiechem. – Ale twoja ciąża stwarza problem.

– Skąd wiesz, że jestem w ciąży? – Maddie czuła rosnący dyskomfort. Krista mówiła tak, jakby jej związek z Giannisem wciąż trwał.

– Nie widziałaś jeszcze zdjęć w gazetach? Zrobiono je wczoraj przed kliniką. Obawiam się, że nie wyszłaś na nich najlepiej, kochanie. Wyraźnie jednak widać, że jesteś w ciąży. – Krista roześmiała się melodyjnie. – Wszystko, co się tyczy Giannisa Petrakosa, zawsze trafia na pierwsze strony gazet.

– Przykro mi, ale nie chcę rozmawiać z tobą o moim prywatnym życiu.

– Jeśli obchodzi cię przyszłość twoich bliźniaków, to wysłuchasz tego, co mam ci do powiedzenia.

Maddie zamarła.

– Skąd wiesz, że będę miała bliźniaki? Krista spojrzała na nią spokojnie.


– A jak myślisz? Giannis mi powiedział. Maddie poczuła, jak na jej skórę występuje zimny pot, i odwróciła się. Czuła, jak robi jej się niedobrze na myśl o tym, że Giannis rozmawia o niej z tą kobietą. Bała się też tej pięknej blondynki, ubranej w niebieski kostium od znanego projektanta, noszącej w uszach i na smukłej szyi diamenty.

– Skupmy się na tym, po co tutaj przyszłam – kontynuowała Krista. – Mam dla ciebie propozycję.

– Nie chcę być niegrzeczna… Ale co to ma wspólnego z tobą? – Maddie walczyła rozpaczliwie o zachowanie godności. – Zrozumiałam, że nie jesteście już z Giannisem zaręczeni?

– Jesteśmy z Giannisem bliskimi przyjaciółmi. Zrywaliśmy już wcześniej, ale zawsze w końcu do mnie wracał. To trudna sytuacja, ale chciałabym Giannisowi pomóc.

Maddie zacisnęła dłonie w pięści. Czuła się upokorzona.

– Więc z nim o tym porozmawiaj, nie ze mną.

– Nie, to sprawa między nami. Chcę adoptować twoje dzieci, kiedy się urodzą.

Oszołomiona tym stwierdzeniem Maddie obróciła się na pięcie.

– Chyba nie mówisz poważnie!

– Tak byłoby najlepiej dla wszystkich. Giannis i ja weźmiemy ślub, jak planowaliśmy, i wychowamy dzieci razem. To idealne rozwiązanie.

Czując obrzydzenie na samą myśl, Maddie wpatrywała się w uśmiechniętą blondynkę i zastanawiała się, czy to możliwe, żeby Giannis do niej wrócił. Krista była tak pewna siebie, że musiała mieć do tego jakieś podstawy.

– Czy Giannis wie, że tu jesteś? Krista uniosła wyskubaną brew.

– A jak myślisz?

Serce Maddie ścisnęło się i poczuła, jak po kręgosłupie przebiega jej dreszcz. Czy to była nagroda za sprzeciwienie się życzeniom Giannisa i naleganie na niezależność? Bez wątpienia musieli być sobie bliscy, skoro tak wiele powiedział swojej byłej narzeczonej.

– Giannis czuje się odpowiedzialny za twoje dzieci.

– Nie musi. Świetnie sobie poradzę sama.

– Ale Giannis się na to nie zgodzi. Pochodzi z rodu Petrakosów i jest przyzwyczajony do absolutnej kontroli. Nie rozumiesz, co to oznacza? Jeśli uzna, że nie jesteś idealną matką, po prostu zabierze ci dzieci.

Maddie skrzywiła się, jakby ją uderzono.

– Nie masz o niczym pojęcia. – Krista Spirydou potrząsnęła głową niecierpliwie. – Giannis jest potężnym i bezwzględnym człowiekiem i zawsze dostaje to, czego chce. Jeśli zaadoptuję twoje dzieci, Giannis będzie zachwycony. A ty nigdy nie będziesz musiała pracować ani martwić się o pieniądze.

– Nie mam zamiaru oddać moich dzieci! – powiedziała Maddie ze złością i obrzydzeniem. – Żadna suma pieniędzy tego nie zmieni.

– Będę je traktować jak własne – kontynuowała Krista, nie zauważając reakcji Maddie. – Próbuję ci pomóc… Pomóc nam wszystkim. Jeśli nie będziesz uważać, i tak je stracisz. Giannis chce je mieć. Nie lepiej by było, gdyby wychowywały się z ojcem, w małżeństwie? Co możesz im zaoferować? Maddie otworzyła drzwi.

– Proszę, wyjdź. Nie chcę już o tym rozmawiać. Krista położyła wizytówkę na stole.

– Mój numer telefonu. Bądź rozsądna i podejmij odpowiednią decyzję. Któregoś dnia twoje dzieci ci za to podziękują.

Po wyjściu Kristy Maddie przez kilka minut nie mogła się uspokoić. Czuła się zastraszona i przerażona do głębi.

Czy Giannis wysłał Kristę jako posłańca? Najwyraźniej Krista zrobiłaby wszystko, żeby zadowolić Giannisa i zaciągnąć go do ołtarza – nawet przyjęłaby i wychowała dzieci innej kobiety. Czy oboje spiskowali przeciw niej? Czy już się pogodzili? Czy sprawiła to, jak na ironię, jej ciąża?

Czując pulsowanie w głowie, Maddie wcisnęła z powrotem do walizki swoje rzeczy, które wcześniej rozpakowała. Wyjeżdżała, chociaż nie wiedziała dokąd. Ale czy miała inny wybór? Musiała zadbać o swoją przyszłość i chronić się. Wierzyła, że jej nienarodzone dzieci potrzebowały jej miłości i nic im nie wynagrodzi jej utraty. Sama myśl o tym, że Krista może je zabrać, sprawiła, że robiło jej się zimno. W czasie całej rozmowy nie okazała żadnej, nawet najmniejszej emocji, Jakie życie czekałoby jej dzieci?


Z tą myślą Maddie wsiadła do windy, zjechała na dół i wyszła na ulicę.


Giannis odbywał właśnie naradę, kiedy zadzwonił do niego Nemos.

– Postaraj się, żeby nie stracili jej z oczu… Nawet na sekundę! – powiedział Giannis po grecku. – Dopilnuj też, żeby nic jej się nie stało.

Wstał z krzesła i wyszedł z sali konferencyjnej bez słowa. Maddie znów zaczęła swoje histerie. Nie mógł w to uwierzyć. Był wściekły, urażony i wstrząśnięty.

O co jej chodziło? Co miał zrobić? Zamknąć ją? Najwyraźniej pozostawienie jej wolności było błędem. Teraz jednak pokaże jej, gdzie są granice. Wsiadł do limuzyny. Nigdy wcześniej nie był na nikogo tak wściekły.

Загрузка...